Jak stawiać sobie cele rozwojowe w network marketingu?

Za nami pierwszy miesiąc nowego roku i może pomyślicie, że za późno już na stawianie sobie celów. Bo przecież to się robi 1 stycznia! Bzdura. Wytyczanie i aktualizowanie celów to ciągły proces, dlatego każdy moment jest dobry, by ponownie zastanowić się nad swoimi planami. Po co? Żeby osiągać więcej, mieć więcej motywacji i lepiej rozwijać siebie i swój zespół.

Głównym powodem, dla którego większość naszych postanowień noworocznych kończy się fiaskiem, jest… haj. Na przełomie roku otoczenie pompuje w nas ogromną dawkę entuzjazmu, rzuca hasła w stylu „nowy rok, nowy ja” i przedstawia 150 sposobów na motywację. A nam się to podoba. Chcemy w tym szaleństwie uczestniczyć i być częścią społeczności, która w styczniu stawia sobie piękne, ambitne cele. Jesteśmy na energetycznym haju. Wszyscy doskonale znamy tę ekscytację towarzyszącą nowemu początkowi.

To teraz zastanówmy się: czy ludzie znajdujący się „pod wpływem” mogą myśleć trzeźwo? Czy realistycznie mierzą swoje siły na zamiary? A może, co bardziej prawdopodobne, przeceniają swoje możliwości i nie biorą pod uwagę tego, że… życie wejdzie im w drogę?

Właśnie dlatego postanowienia noworoczne nie działają. Wiele osób zauważa to jeszcze, zanim skończy się styczeń.

Jak nie stawiać sobie celów?

Umówmy się, że gdyby popularne metody wyznaczania celów były tak skuteczne, jak się je maluje, to nie musielibyśmy szukać kolejnych rozwiązań. Wystarczyłoby zastosować technikę SMART i voila, cel realizowałby się praktycznie sam.

Problem w tym, że te wszystkie modne sposoby zostały stworzone na potrzeby wielkich korporacji. Matryce Eisenhowera, SMART, koło życia – brzmi to pięknie, pięknie wygląda na papierze, a jednak wciąż nie osiągamy swoich celów. Nie dlatego, że coś z nami nie tak. Po prostu te metody nie są do nas dopasowane.

Bo codzienne, zwykłe, szare życie nie jest kontrolowanym, korporacyjnym środowiskiem. A już branża marketingu sieciowego stanowi wręcz przeciwieństwo korporacji!

Te dwa światy łączą tylko jasno wytyczone ścieżki kariery. Jednak w MLM nie ma kierownika, który Cię rozliczy. Nie ma dyrektora, który postawi bardzo konkretne cele. Nie ma prezesa, który każe uciąć premie za niewyrobienie planu. Tu wszystko jest w naszych (waszych) rękach.

Dlatego mamy kilka propozycji, jak lepiej wyznaczać sobie i swojemu zespołowi cele rozwojowe. Niestety, nie ma w tym żadnej magii – tylko zwyczajny, nudny (i skuteczny!) zdrowy rozsądek.

Wizja to nie cel

Guru rozwoju osobistego i zawodowego często radzą, by stworzyć sobie piękną, motywującą wizję. I jest to rada bardzo dobra – jednak często źle wdrażana w życie.

Po pierwsze: wizja to nie cel. To wynik, który osiągniemy JEŚLI zrealizujemy swoje cele. Nasza wizja jest taka: mieszkamy w słonecznej Kalifornii. Pracujemy po dwie godziny dziennie – wyłącznie dla przyjemności, bo wcale nie musimy pracować. Stać nas na spokojne, bezpieczne życie; kilka razy w roku podróżujemy w egzotyczne zakątki, mamy kilka drogich, sportowych aut i luksusowy zegarek na ręce. Cieszymy się życiem.

To nie jest cel sam w sobie. No bo jak zabrać się do realizowania takiego celu? Wizja jest rezultatem. Będziemy mieć dom z basenem w Malibu, jeśli najpierw na niego zarobimy. A zarobimy, jeśli wcześniej zbudujemy odpowiednio duży zespół. Zbudujemy zespół, jeśli przeprowadzimy X spotkań rekrutacyjnych. I tak dalej, i tak dalej.

Wizja stanowi cudowną motywację. Powinniśmy ją traktować jako kierunkowskaz przy wyznaczaniu sobie konkretnych, mierzalnych i wykonalnych celów. Bo każdy cel, jaki sobie postawimy, ma nas prowadzić do osiągnięcia tej wizji. Nigdy odwrotnie.

Proces zamiast efektu

Żyjemy w kulturze efektywności. I widać to zwłaszcza w branży MLM – tu zdecydowanie liczy się wynik.

I oczywiście, efekty są ważne. Efekty przekładają się na nagrody, premie i większe zarobki. Natomiast presja, by osiągnąć dany rezultat, często prowadzi do tego, że… nie robimy nic. Bo ustalamy sobie (na „haju”) ambitny cel efektywnościowy – na przykład, że zajmiemy dwie kolejne pozycje w planie marketingowym, a potem nawet nie wiemy, jak się za to zabrać. Albo, kiedy już noworoczna ekscytacja minie, dostrzegamy, że to będzie po prostu bardzo trudne!

Dlatego proponujemy, żeby stawiać sobie cele procesowe. Co to znaczy? Że rozkładamy ten duży, onieśmielający i bardzo dla nas ważny cel efektywnościowy (jak awans) na mniejsze, powtarzalne czynności. W przypadku awansu w MLM taką czynnością jest na pewno rekrutowanie. Więc niech właśnie regularne, systematyczne rekrutowanie stanie się naszym nowym celem!

Żeby wyjaśnić to lepiej, rozbierzmy ten cel jeszcze bardziej. Ile osób trzeba zrekrutować, żeby wskoczyć oczko wyżej w planie? Dajmy na to, że 30. Chcemy osiągnąć kolejny poziom w ciągu pół roku, więc liczymy: 30 osób na 6 miesięcy daje nam 5 rekrutów co miesiąc.

Kolejne pytanie: ile spotkań w miesiącu trzeba przeprowadzić, żeby zrekrutować 5 osób? Znamy realia, znamy zasadę Pareto i wiemy, że konieczne może być nawet 25 prezentacji i rozmów rekrutacyjnych. Więc idziemy dalej – ile spotkań tygodniowo nam to daje? 6-7.

Czyli naszym celem jest przeprowadzanie 7 spotkań w tygodniu lub inaczej, 1 spotkania dziennie. Czy 1 rozmowa w ciągu dnia brzmi strasznie? Nie. Czy wiemy co zrobić, żeby ten cel osiągnąć? Tak. Czy konsekwentna realizacja tego celu doprowadzi nas do awansu? Tak.

Uwierzcie, a najlepiej po prostu sprawdźcie sami – stawiając sobie cele procesowe, utrzymujemy motywację do działania na dłużej, a tempo, w jakim się rozwijamy, jest większe.

Nie jesteś sam

Nawet najlepszym zdarza się zapomnieć, że w tym biznesie nie są sami. Mają zespół! Co więcej, żeby mogli odnieść sukces, najpierw musi odnieść go właśnie ich team.

Dlatego nie bójcie się już podczas wytyczania celów uwzględniać swojego zespołu. Z jednej strony warto mieć cele bezpośrednio z nim związane, a z drugiej zastanowić się: w jaki sposób można zaangażować downline, żeby przyczynił się do realizacji naszych własnych zamierzeń.

Cenny przykład celu zespołowego, który przekłada się bezpośrednio na cel nasz jako liderów, to zbudowanie kultury konsumenckiej. Mówiąc inaczej: koncentrujemy się na takim wyszkoleniu zespołu, żeby każdy jego członek potrafił przyciągnąć i utrzymać klientów. Banał? Niby tak, a jednak wiele osób ma z tym problem! Bo na przykład sprzedają jednorazowo, zamiast tworzyć długotrwałe relacje z kupującym.

W tym przykładzie jako grupa nastawiamy się na zapewnienie odbiorcy jak najlepszych doświadczeń związanych z zakupem – tak, by pokochali produkt i stworzyli stabilną siatkę konsumentów. Musimy więc wypracować sobie pewne standardy zachowania, które nas do tego celu przybliżą: po sprzedaży wykonujemy follow-upy, dodajemy darmowe próbki do zamówień, wysyłamy klientom życzenia urodzinowe. Efekt? Rozwija się zespół, rozwija się lider. Własne cele realizujemy poprzez realizowanie celów innych.

Nie polegaj na motywacji

Wyobraźmy sobie człowieka, który postanawia, że będzie chodził do pracy tylko wtedy, kiedy świeci słońce – bo tylko wtedy mu się chce pracować. Biorąc pod uwagę nasz klimat, dużo się nie narobi… Będzie chodził do biura mniej więcej od kwietnia do września, a co potem?

Tak mniej więcej jest z motywacją. Jeśli polegamy na niej zbyt mocno, znacząco ograniczamy sobie pole manewru. Pewnie, przyjemniej działa się wtedy, gdy mamy wysoką motywację, bardzo się nam chce i generalnie „czujemy flow”. Nie oszukujmy się jednak – komu się chce codziennie? Kto nigdy nie ma ochoty zostać w łóżku, pooglądać serial i napić się wina w samo południe? A pracować trzeba.

Stawiając sobie cele bierzmy pod uwagę to, że motywacja nie jest stanem permanentnym. Warto zadać sobie pytanie: czy dam radę to zrobić, kiedy wcale nie będzie mi się chciało? Czy potrafię zbudować na tyle silny nawyk działania, że może się palić i walić, a ja i tak będę realizować swój cel? Bo to właśnie nawyk i samodyscyplina przybliżają do celu – a nie ulotna motywacja.

Inna kwestia jest taka, że wiele osób nie ma tak naprawdę pojęcia, co je motywuje. Dlatego będąc w energetycznym dołku, nie potrafią wykrzesać z siebie mocy do działania i już w 3. tygodniu stycznia rezygnują ze swoich marzeń i postanowień. Dlatego polecamy krótką analizę automotywacji.

Odpowiedzcie sobie:
– w jakich sytuacjach czujecie się zmotywowani?
– przy jakich zadaniach?
– kto wam wtedy towarzyszy (fizycznie lub mentalnie)?
– co wyzwala motywację?

Znajdźcie 4-5 takich sytuacji, a znajdziecie własny, indywidualny sposób na motywację. Wtedy żaden cel nie będzie wam straszny!

Powiązane artykuły

Zastaw komentarz