Michał Alczyszyn: wystarczy mi to, co dobre. WYWIAD

Kilka lat temu został okrzyknięty najmłodszym na świecie managerem MLM. Dzięki wywiadom w popularnych mediach zyskał rozgłos i… łatkę zarozumiałego głupca. Jedni go pokochali, inni – znienawidzili. Czy Michał Alczyszyn naprawdę jest taki, jak malują go hejterzy?

Michał Alczyszyn FM World - Blog o MLM, marketing sieciowy, marketing wielopoziomowy, network marketing, BizOn CapitalOpowiedz o swojej strukturze. Czy w Twoim zespole są tylko młodzi ludzie, tacy jak Ty?

Na ten moment grupa, którą stworzyłem – Network Team – jest już w kilku krajach, a sieć konsumencka właściwie w kilkunastu i liczy prawie 10 tysięcy osób. Przekrój jest bardzo różny. Oczywiście najczęściej zgłaszają się młode osoby, które znalazły mnie w Internecie i których zainspirowały moje sukcesy, natomiast tak naprawdę działają ze mną ludzie w każdym wieku. Nie ma znaczenia, czy ktoś ma 18, 25 czy 45 lat – do biznesu dołączył nawet mój tata, człowiek już po 50-tce.

W jakich krajach działają osoby z Twojej struktury?

Najwięcej moich zagranicznych liderów jest z Wielkiej Brytanii. Tam mam w grupie kobiety, które już osiągnęły dobre wyniki, zarabiają całkiem fajne pieniądze i żyją dzięki temu na dobrym poziomie. Ta struktura mocno się rozwija i generalnie widzę w Wielkiej Brytanii duże zapotrzebowanie na marketing sieciowy, a co za tym idzie – na naszą firmę. FM świetnie pasuje do tego rynku i sporo osób chce do nas dołączyć.

Oprócz tego nastawiam się aktualnie na kolejne rynki: Niemcy, Francję, Filipiny.

A ile godzin w ciągu dnia czy w skali tygodnia poświęcasz na pracę?

W skali tygodnia kilkanaście, nie – więcej, pewnie kilkadziesiąt. Natomiast dziennie będzie to średnio 4 do 6. Są takie dni, kiedy poświęcam tego czasu więcej i takie, kiedy nie pracuję właściwie ani chwili. Owszem, odbieram wtedy telefony, bo tego wymaga biznes, ale przede wszystkim mam moment dla siebie, na swoje hobby czy pasje.

Teraz pracuję mniej niż kiedyś, a efekty są dużo większe. Na szczęście marketing sieciowy to taki system, który nam tę możliwość daje.

No właśnie, co robisz w wolnym czasie? Co Cię pochłania, kiedy masz ten moment dla siebie?Michał Alczyszyn FM World - Blog o MLM, marketing sieciowy, marketing wielopoziomowy, network marketing, BizOn Capital

Tak naprawdę pochłania mnie kilka rzeczy. Na pewno podróże, kino – lubię nowości filmowe i często wybieram się na nocne seanse. Oprócz tego… odkrywanie. Interesuje mnie zdobywanie doświadczeń, poznawanie ludzi, zwiedzanie. Uwielbiam odkrywać nowe miasta, nowe hotele, nowe baseny czy restauracje.

Ważna jest też dla mnie aktywność fizyczna. Moją domeną jest zdecydowanie pływanie, które daje pełne odprężenie całego ciała. Czasem spotykam się też z kolegami i gramy w piłkę – albo na boisku, albo przed telewizorem. A jak robi się ciepło, wsiadam na rower.

Gdzie najchętniej podróżujesz?

Gdzie się da. Gdy pojawia się możliwość, po prostu rezerwuję bilet i lecę… Do Paryża, do Monako, do Grecji. Lubię spędzać czas aktywnie.

Wspomniałeś o poznawaniu nowych ludzi – zatrzymajmy się przy tym na chwilę. Co uważasz za trudniejsze, bardziej wymagające: rekrutację czy opiekę nad już zarejestrowanymi osobami, ich szkolenie?

Na pewno większym wyzwaniem jest sponsorowanie, czyli nauczanie. Rekrutowanie to łatwa sprawa, o ile wejdzie Ci w nawyk. Jak już zobaczysz, jak zapisać pierwszą, piątą, dziesiątą osobę, to z setną też nie będziesz mieć problemów. Teraz niektórzy piszą posty rekrutacyjne na Facebooku i już, ot tak, mają 100 zgłoszeń. Rekrutowanie jest proste, jeśli po prostu zaczniesz.

Zauważam czasem takie przekonanie, że rekrutowanie jest też ważniejsze. Ale tak naprawdę wpisując nowych członków do struktury, poświęcasz dużo czasu, a afekty są mniejsze, niż gdybyś skupił się na indywidualnej pracy liderskiej. Problem polega na tym, że niektórym ciężko spojrzeć w przyszłość. Poświęcają dziesięć, dwadzieścia godzin w miesiącu na szkolenie jednej osoby i myślą „to tylko jedna osoba, nawet nie zrobiła zakupów, nikogo nie zrekrutowała” – i zniechęcają się. Tymczasem żeby zobaczyć zyski w MLM-ie, musisz rzeczywiście komuś pomóc.

Sponsorowanie wymaga zaangażowania, pracy nad daną osobą. Bo możesz zrekrutować dwadzieścia, trzydzieści ludzi w miesiącu, ale nie jesteś w stanie szkolić każdego z nich, a zaledwie dwie czy trzy osoby. Na początku to intensywne rozmowy kilka razy w tygodniu, potem regularne konsultacje. Tu potrzeba systematyczności, pracy z kalendarzem i konkretnych nakładów energii.

I w jaki sposób pracujesz z nowymi osobami w strukturze? Jak motywujesz je do pracy?

Myślę, że najważniejszą sprawą jest motywacja wewnętrzna, nie zewnętrzna. Dzisiaj, gdy wszystko jest dostępne, motywacja na zasadzie „zrób to – dostaniesz to” działa tylko na chwilę. Dlatego zawsze staram się poznać osobiste cele moich współpracowników, a potem szczerze mówię im, jak wygląda ta praca – żeby wiedzieli, jak do tych celów dojść.

Na początku przez 3 miesiące się ucz. Przez kolejne 3 rozwijaj swój zespół i zobacz, jak Ci w ogóle idzie – czy jesteś mądrzejszy, czy masz w teamie kilka naprawdę zainteresowanych osób. Potem pół roku pracuj z nimi, żeby i oni się wszystkiego nauczyli i budowali własne zespoły. I po roku zobaczysz pierwsze fajne efekty, o ile oczywiście dobrze wykonujesz swoją robotę. Tylko nie możesz popełniać błędów po drodze.

Michał Alczyszyn FM World - Blog o MLM, marketing sieciowy, marketing wielopoziomowy, network marketing, BizOn CapitalJakich na przykład?

Jeśli na przykład jest szkolenie, a Ty na nie nie jedziesz, to nie chcesz się rozwijać, a więc popełniasz wielki błąd. Nauka to zrozumienie wszystkiego krok po kroku: jakie są produkty, jak działają, jak się zużywają; pójście na jedno, drugie, piąte szkolenie; przeczytanie książki, poznanie narzędzi biznesowych.

Ja uczę i motywuję na spotkaniach – osobistych albo internetowych, które mogę przeprowadzić właściwie na całym świecie. Kluczowe jest to, o czym wspomniałem, czyli zorientowanie się na czyjś osobisty cel.

A jakie są wobec tego Twoje cele?

Mój aktualny cel dwuletni to doprowadzenie tych osób z zespołu, które mi zaufały, do osiągniecia założonych przez nich wyników. Oprócz tego zdobycie kolejnego poziomu w planie marketingowym – ale to gdzieś w tle. Zarabiam niezłe pieniądze, z których jestem w stanie się utrzymać, więc bardziej zależy mi na tym, żeby mój team stał się niejako wizytówką sukcesu z FM.

A prywatnie? Rozwijanie się, podróżowanie, poprawianie jakości swojego życia, mając u boku ukochaną osobę.

Brzmi to tak przyjemnie, że aż ciężko mi zadać kolejne, już nie tak przyjemne pytanie. Jesteś chyba najbardziej rozpoznawalnym poza branżą MLM-owcem. Pojawiałeś się w prasie, telewizji, radio. Czy spotkał Cię z tego powodu jakiś hejt, może zazdrość zawodowa?

Mówiąc krótko – tak, ale specjalnie się tym nie przejmuję. Gdybym czytał wszystkie komentarze pod moimi wywiadami, to chyba nie miałbym życia i sam stałbym się w tym podobny do hejterów. Pod jednym artykułem pojawiają się setki czy tysiące wypowiedzi i żal mi na nie po prostu czasu i energii.

Problem z MLM-em jest taki, że właściwie 100% ludzi, którzy nie pracują w marketingu sieciowym, nie rozumie tego biznesu. Co gorsze, 95% osób pracujących w marketingu sieciowym… też go nie rozumie. I przez to się dzieje to, co się dzieje, stąd w dużej mierze bierze się hejt.

Nie bałem się mówić publicznie o tym, że MLM jest fantastyczny – ale dzisiaj widzę, że nie miało to sensu. Nie przynosi to żadnego pożytku. Jeśli ktoś myśli, że udzieliłem kilku wywiadów i jest mi dzięki temu łatwiej, niestety się myli. W efekcie część osób hejtuje, część osób wątpi, a pozytywnych rezultatów ze świecą szukać.

Teraz wolę działać ciszej i skupiać się na tym, co ważne: że firma FM wydała partnerom już ponad pół tysiąca samochodów, że w ciągu dziesięciu lat wypłaciła 25 milionów euro w prowizjach, nagrodach i premiach. Uważam, że drugiej takiej firmy nie ma. Proponowano mi walizki pieniędzy, żebym przeniósł się do tej czy innej organizacji, ale nie widzę takiej potrzeby. Zaufałem komuś, kto pomógł mi w życiu i dzięki temu z chłopaka, który nie miał nic, jestem chłopakiem, który zarabia jakieś tam pieniądze. A ludzie w mojej strukturze zaufali mi. Nie zamierzam ich zawieść.

Niby wszyscy robimy ten sam biznes, a jednak firmy MLM ciągle walczą między sobą – jakby nie wystarczył nam hejt z zewnątrz. Traci na tym cała branża, a przecież w networku jest miejsce dla każdego.

I naprawdę nigdy nie kusiło Cię, żeby przejść do konkurencji?

Oczywiście, że to kusi. Wyobraź sobie, że jesteś w związku, ale idziesz do klubu i widzisz ładną dziewczynę, która Cię zagaduje i chce postawić Ci drinka. Masz oczy i widzisz, że oto stoi przed Tobą prawdziwa piękność, ale masz też zasady. Wiesz, co jest dla Ciebie ważne.

Przyjąłem jedną ważną regułę. Gdy przychodzi do mnie ktoś i namawia do przejścia do nowej, lepszej firmy, to wiesz co mu mówię? „Mogę uwierzyć w to, że masz lepszy produkt, być może tańszy produkt, że masz lepsze samochody, lepsze wycieczki, lepsze pieniądze. Ale ja jestem dość skromnym chłopakiem i wystarczy mi to, co dobre”.

Mam dobry samochód, zarabiam dobre pieniądze i pracuję z produktem, który też jest naprawdę dobry. Produkty FM cenią nawet osoby, które siedzą w innych marketingach. I wcale nie twierdzę, że nasze perfumy są najlepsze na świecie – bo obiektywnie pewnie znajdą się lepsze, tak jak lepsze premie czy wycieczki. Mi w zupełności odpowiada to, co mam. W zeszłym roku byłem na wycieczce na Dominikanie, teraz czekają mnie Malediwy – czego chcieć więcej?

Właśnie przygotowuję się do premiery mojej książki „Jak osiągnąć sukces i cieszyć się młodością”, na którą serdecznie zapraszam już 28 kwietnia w Warszawie.

Michał Alczyszyn FM World - Blog o MLM, marketing sieciowy, marketing wielopoziomowy, network marketing, BizOn Capital

Powiązane artykuły

Zastaw komentarz