Pytali, kto mi wyprał mózg. Wywiad z top liderem – Magdalena Szewczuk

Pierwsze pieniądze, które zarobiła w MLM? 270 zł. Dla licealistki – nie mało, ale dziś Magda Szewczuk ma apetyt na dużo więcej. Po 16 latach w branży i osiągnięciu najwyższego poziomu w firmie Betterware, wciąż z ogromnym entuzjazmem buduje swoją pozycję lidera. Jakie błędy popełniła i… czy wyprano jej mózg? Magdalena Szewczuk zaprasza do spojrzenia na marketing sieciowy swoimi oczami.

Co motywuje Cię do pracy w MLM?

Na pewno możliwości, jakie ten system daje. MLM jest pewnego rodzaju stylem życia, który mi bardzo odpowiada. Oczywiście, kiedy zaczynałam swoją pierwszą pracę w tej branży – jako konsultantka kosmetyczna –nawet nie miałam pojęcia, że jest coś takiego jak marketing sieciowy. Wiedziałam tylko, że mogę kupować dla siebie produkty po niższych cenach, ewentualnie polecać je dalej i zarabiać na marży. To był mój pierwszy krok, dopiero potem dałam sobie szansę, żeby wykorzystać wszystkie możliwości i nie słuchać otoczenia, które nie zawsze było przychylne.

Spotkałaś się z krytyką?

Pamiętam moment, w którym oznajmiłam, że zostanę dyrektorem. Koleżanki w klasie pytały, co się stało i kto mi wyprał mózg. Byłam wtedy pełna entuzjazmu po jednym ze spotkań – bo takie spotkania z osobami, które już działają i mają sukcesy zawsze dodają energii. No i przyleciałam z tą energią jak na skrzydłach, a spotkałam się ze śmiechem, nawet pogardą. Ludzie nie wierzyli i wciąż nie wierzą, że marketing sieciowy to ogromne możliwości, szansa na stworzenie biznesu, zmianę stylu życia.

Tu wrócę do wcześniejszego pytania, czyli co mnie motywuje: właśnie to, że jestem swoim szefem. Sama decyduję o swojej aktywności, ile będę pracować, jakie metody wybieram. Oczywiście pracuję z firmą, która daje mi całe zaplecze, ma określony plan marketingowy, którego zmienić nie mogę. To firma dba o produkty, o ofertę i wszystkie inne narzędzia, jak katalog, system, cała obsługa logistyczna i tak dalej. Ja korzystam z tego wszystkiego i buduję swój biznes w takim tempie, jakie mi odpowiada.

Uwielbiam też te nieograniczone możliwości, o których tyle się mówi – zaczynasz od zera i sam wybierasz, na jakim etapie się zatrzymasz, szczególnie pod kątem finansowym. Motywuje mnie to, że mogę sobie sama dać podwyżkę i określić, czy w danym momencie więcej pracuję, bo zależy mi na zrobieniu kolejnego awansu i zdobyciu kolejnej premii, czy zwalniam tempo i ruszam na urlop.

Magdalena Szewczuk - Blog o MLM, MLM bez tajemnic, marketing sieciowyGdzie w tym wszystkim ludzie, relacje?

To dla mnie także wielka motywacja, abstrahując od pieniędzy czy awansów. Bardzo inspirują mnie metamorfozy, które dzieją się z moim udziałem. Dzięki temu, że pokażę komuś możliwości i ich wykorzystanie w praktyce, mogę pomóc mu zmienić stan jego portfela, a co za tym idzie – styl życia.

Pracuję głównie z kobietami i widzę, jak czasami z osoby, która totalnie w siebie nie wierzyła, tzw. szarej myszki, rodzi się lider. Powstaje gwiazda, która wie czego chce i jest pewna siebie. Wtedy wszystko się zmienia. Kiedy widzę hasła typu „pieniądze szczęścia nie dają” to myślę sobie, że nie znam nikogo kto bez pieniędzy byłby tak naprawdę szczęśliwy. Przecież w dzisiejszych czasach trzeba mieć określone zasoby, żeby zaspokoić chociaż te najbardziej podstawowe potrzeby, a skoro w marketingu sieciowym można samemu zdecydować, ile ich będzie… To motor do zmian. Motywuje mnie zmiana.

Jak zachęcasz ludzi do tej zmiany?

Otwarcie. Daję na tacy fajną szansę na rozwój, na biznes. Wiem, że nikogo nie naciągam i nikt na kontakcie ze mną nie straci. Moja propozycja jest dobra, ale mam świadomość, że nie każdy z niej skorzysta. Mimo to i tak składam ją dalej. Oferuję możliwość, a wtedy piłka przechodzi na drugą stronę boiska. Sama zawsze kojarzę zmianę z czymś pozytywnym, nie boję się jej i dlatego też zawsze mobilizuję do zmiany swojego życia.

Wspomniałaś wcześniej, że pracujesz głównie z kobietami. Z czego to wynika? Ze specyfiki firmy, czy po prostu taki styl pracy sobie przyjęłaś? A może to dzieło przypadku?

Wydaje mi się, że mężczyźni się mnie boją [śmiech]. Rzeczywiście na przestrzeni lat moimi liderkami były i są głównie kobiety, a panów w tych strukturach jest niewielu. To głównie mężowie liderek, którzy zdecydowali się robić biznes razem z nimi. Bezpośrednio miałam tylko jednego lidera!

Może częściowo faktycznie wynika to z oferty. Produkty Betterware mogą się kojarzyć z kobietami. Na początku były to przede wszystkim produkty do domu, a niestety jak środki czyszczące czy akcesoria kuchenne to oczywiście muszą być przeznaczone dla kobiet, wciąż spotykam się z takim myśleniem. Z drugiej strony biznes – czyli plan marketingowy i pieniądze, jakie można tu zarabiać – powinien zainteresować też mężczyzn, prawda?

Styl życia też ich nie przekonuje?

Chyba nadal zbyt rzadko. A przecież styl życia w MLM może być naprawdę fantastyczny. Sama dzielę go na takie dwa obszary, czyli sferę prywatną i zawodową. Dzięki pieniądzom zarobionym w marketingu sieciowym mogę częściej podróżować, odwiedzać bardziej egzotyczne miejsca kiedy tylko chcę. W zwykłej pracy na etat czy nawet przy prowadzeniu własnej, małej firmy, takie możliwości są niedostępne. To, co kocham, to wolność wyboru.

MLM to też styl funkcjonowania na co dzień. Spotkania z ludźmi, wyjazdy. Czasami ktoś mi mówi: „a wy w tym marketingu sieciowym to nic nie robicie, tylko chodzicie na spotkania, pijecie kawę i się bawicie” – i tak naprawdę trochę tak jest! Rzeczywiście robimy biznes w zupełnie innym stylu niż tradycyjny i właśnie to uwielbiam. Częściej pracuję popołudniami niż od rana, bo tak lubię – elastyczność marketingu sieciowego zresztą super sprawdza się np. u mam czy aktywnych seniorów, studentów, którzy godzą pracę z nauką.

No właśnie, chyba mało kto, wchodząc w MLM, od razu rzuca się na głęboką wodę i robi biznes od samego początku.

To fakt. Najpierw jest etap sprawdzenia z czym to się je, potrzeba dorobienia do bieżących dochodów. Wiele osób nowych w marketingu sieciowym robi ten biznes po pracy czy po szkole, to zajęcie dodatkowe. Wtedy ta pełna dowolność, jeśli chodzi o godziny i tryb pracy, jest po prostu idealna.

Kiedy takie osoby dostrzegają, że ich niewielkie zaangażowanie „po godzinach” zaczyna przynosić konkretne korzyści finansowe – już niedużo mniejsze od pensji z etatu – wtedy zapala się jakaś lampka i pojawia się potrzeba tej zmiany, o której wcześniej rozmawialiśmy.

Nie ukrywajmy jednak, że styl życia w MLM to też odpowiedzialność, która zazwyczaj przychodzi z czasem. Skoro nie ma szefa, to trzeba pilnować się samemu, i jeśli komuś brakuje konsekwencji, samodyscypliny, nie potrafi wziąć 100% odpowiedzialności za swoje życie – albo w toku pracy to zmieni, albo się zniechęci i niestety odpadnie z gry. Marketing sieciowy robi się dla siebie i dla swoich efektów.

A co myślisz o teorii, że MLM to biznes dla bankrutów? Że dołączają do niego osoby, które splajtowały w tradycyjnym biznesie albo wpadły w spiralę długów? Czy w swojej praktyce widzisz taką tendencję?

Pierwsze słyszę! Ja sama zaczynałam w liceum. Już jako dziecko chciałam mieć własną firmę i być własnym szefem, bo przerażała mnie praca na etat, przerażała mnie emerytura z ZUS-u. Nie wiedziałam jeszcze jaka to będzie firma, nie miałam pieniędzy na start, ale byłam pewna, że zrealizuję ten plan. Bo wierzę głęboko, że każdy z nas ma „gen przedsiębiorczości” i jeśli tylko chce go rozbudzić, to może to zrobić. Dołączyłam do MLM, bo potrzebowałam dodatkowych pieniędzy, ale osoby które ze mną współpracowały na przestrzeni tych 16 lat to też nie byli ludzie, którzy ponieśli jakąś życiową porażkę, bankructwo czy nie mieli innego wyboru. Większość z nich była aktywna zawodowo, pracowała na etacie i tak jak ja na początku – chcieli zarobić dodatkową gotówkę albo czuli, że tam gdzie są, coś zaczyna im nie odpowiadać.

Ludzie  – tak w ogóle –  zawsze dołączają do tego czy innego  biznesu z czterech powodów. Dla pieniędzy, dla poczucia przynależności, dla poczucia docenienia oraz dla rozwoju.

Ta czwarta kategoria ma chyba największy potencjał na sukces.

Na pewno jeśli chcesz odnieść sukces, musisz się rozwijać. Tak naprawdę w marketingu sieciowym uczysz się od momentu, w którym decydujesz się robić biznes. Do kupowania produktów w niższych cenach nie potrzebujesz przecież żadnej szczególnej wiedzy, ale jeśli chcesz czegoś więcej: tworzyć sieci konsumenckie, awansować, to bez wiedzy ani rusz. I to, co jest piękne, to to, że w MLM uczymy się w trakcie działania. Stawiamy pierwsze kroki, potykamy się, popełniamy błędy – ale już zarabiamy pierwsze pieniądze. Uczymy się tego zawodu – nie bójmy się tego określenia – nie tylko czytając książki czy uczestnicząc w szkoleniach, ale przede wszystkim pracując i zarabiając.

A jakie błędy Ty popełniłaś na swojej drodze? Pracujesz w tej branży już 16 lat, nie wierzę, że nigdy nie powinęła Ci się noga.

Oczywiście, że popełniłam mnóstwo błędów [śmiech]. Na szczęście każdy z nich był dla mnie bardzo cenną wskazówką do rozwoju, zwłaszcza na początku. Jestem osobą, która różnych rzeczy próbuje, co tak naprawdę sprzyja potknięciom. Bo tylko jeśli nic nie robisz, unikniesz porażki…

Z początkiem swojej kariery popełniałam często błąd, przed którym teraz gorąco przestrzegam, a jest nim pracowanie za innych. Kiedy pcha nas entuzjazm i chcemy jak najszybciej, jak najlepiej budować sieci konsumenckie, zdarza się, że bardziej zależy nam na współpracy niż tej drugiej osobie. Stawiamy się w pozycji kogoś, kto prosi – to pierwsza pomyłka. A potem, ponieważ temu człowiekowi aż tak nie zależy, pracujemy za niego, umawiamy spotkania, prowadzimy za niego prezentacje. Nie uczymy – wyręczamy. To druga pomyłka.

W MLM sukces odnosisz z ludźmi, z którymi budujesz ten biznes. Jeśli Ty dajesz z siebie 100%, masz prawo oczekiwać dokładnie tego samego od współpracowników. Kiedy cały Twój team będzie pracował na pełnych obrotach, bardzo szybko zobaczycie efekty.

Co jeszcze?

Kolejny błąd do którego się przyznaję to nieumiejętność cieszenia się z własnych sukcesów. Zamiast świętować awans, to ja już planowałam co zrobić, żeby na najbliższym balu firmowym odebrać dwa następne tytuły.

Teraz przed tym przestrzegam. Ten biznes ma tyle fajnych momentów i wszystko co dzieje się w drodze do celu jest tak ważne, że naprawdę warto cieszyć się z małych, codziennych sukcesów. Warto też doceniać sukcesy swoich ludzi – nie czekać na spektakularny sukces, tylko dostrzec i uznać każde drobne zwycięstwo. Nawet jeśli nie leży to w Twojej naturze… Ja sama mam taki charakter, że bardzo dużo wymagam od siebie, ale też od innych i czasami nawet nie przyjdzie mi do głowy, że może pora kogoś pochwalić, pogratulować. Pracuję nad tym.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą robią ambitni liderzy – tacy jak ja, a która często okazuje się bronią obosieczną. To ustalanie z współpracownikami nierealnych terminów realizacji celów. Jednych to zmotywuje, ale zdecydowaną większość raczej zniechęci do pracy. Lepiej iść małymi krokami do wielkich efektów.

A czy nigdy nie kusiło Cię, by te wielkie efekty osiągać w jakiejś innej firmie niż Betterware? Na pewno miałaś wiele propozycji przejścia do konkurencji.

Mnóstwo. Nigdy z żadnej nie skorzystałam. Przyszłam do Betterware, żeby robić biznes. Podjęłam tę decyzję świadomie, bo umiałam już ocenić na ile atrakcyjny jest plan marketingowy, jakie są realne szanse na zarobek. I w ten sposób trafiłam do uczciwej firmy, która zmieniła moje życie. Po co mam z niej rezygnować?

Etyczne postępowanie to dla mnie priorytet, nie tylko w pracy. Sama nigdy nie przesponsorowywałam ludzi, bo nie idzie to w parze z moimi wartościami. Uważam zresztą, że częste zmiany firmy bardzo negatywnie wpływają na wizerunek danego lidera i potrafią mu koniec końców zepsuć pozornie udany biznes.

W Betterware mam wszystko, czego potrzebuję. Praca, jaką jest marketing sieciowy z tą właśnie firmą, pozwala mi realizować się w innych obszarach. Osiągnęłam w MLM bardzo dużo i dlatego też w ostatnich latach mogłam się oddać mojej pasji, czyli Czerwonej Szpilce. Już taki mam charakter, że lubię działać, tworzyć… I zbudowałam sobie taką możliwość. Tylko dzięki dochodowi pasywnemu mogę realizować projekty takie jak właśnie Czerwona Szpilka, MLM od kuchni, MLM bez tajemnic. Czuję, że osiągnęłam równowagę między pasją a pracą i rewelacyjnie się z tym czuję.

Jaką radę chciałabyś na zakończenie przekazać młodym, aspirującym liderom?

Nie rezygnujcie. Jeśli macie cel, marzenie, to dążcie do jego osiągnięcia. Mam takie motto: Twoje życie – Twój wybór i zachęcam Was, żebyście każdego dnia o nim pamiętali. To, jak daleko zajdziecie w marketingu sieciowym czy jakiejkolwiek innej dziedzinie zależy tylko od Was. Czasami bywa trudno, pojawia się zniechęcenie i wtedy najłatwiej jest odpuścić… Nie warto. Róbcie swoje – efekty przyjdą z czasem.

Powiązane artykuły

Komentarze (1)

[…] celem działalności w tej branży, a czasem miłym skutkiem ubocznym. Wystarczy spojrzeć na Magdalenę Szewczuk, która w wywiadzie z nami przyznała, że dzięki wypracowanemu w MLM dochodowi może rozwijać […]

Zastaw komentarz